To nie miasto boga stąd bliżej do szatana
zwykle dalej od celu im bardziej się starasz
Tak chciałbym wykrzyczeć całą swoją niemoc
lecz los zaciska gardło krzyczy nic z tego
Szukam oczu w których odbija się mój obraz
ust które szeptały by do mego ucha kocham
Tyle prób które okazały się walką na marne
a mówiłem gdybym choć dostał jedną szansę
Tyle wielkich celów zamkniętych na starcie
ograć życie to jak jednym pionkiem partię
Idee spłynęły jak gorzkie łzy po policzkach
Wielkie słowa zgasły na końcu języka
Na głębokich wodach zarzucona kotwica
wolę utonąć niż utknąć na mieliźnie życia
Zachód słońca częściej tylko przypomina
sam się rodzisz sam umierasz się przyzwyczaj
Chcę stąd uciec zatopić w morzu niepamięci.
Chwile które sprawiają że ma dusza cierpi.
Przeszłość zamknąć na kłódkę zgubić klucz
Wypowiedzieć setki niewypowiedzianych słów.
W bystre wody po szczęście zarzucam wędkę
gwiazdy szukając po zachmurzonym niebie.
oko zatopić w oku a dłoń zanurzyć w dłoni.
Przyśpieszone tętno czuć na własnej skroni
Szukam szczęścia i coraz ciemniej od latarni
mówią ono chowa się między zwykłymi dniami.
Wzrok utkwiony w ziemi wypatruję jak monet
zagubionego szczęścia nie zaglądając w portfel.
To tylko krok by radość zobaczyć na dłoni
zacisnąć pięści by nie wyleciała jak motyl.
zamknąć oczy zobaczyć życia kwiat lotosu
znaleźć sposób w innych metodach tysiącu
Na stole stoi flaszka zła do końca niedopita
chodź wiele błędów wlanych do kieliszka życia
dorośnij dzieciak te słowa huczą mi w głowie
nikt nie dostrzega obrazu spod moich powiek
za błędy polej nie ma co wylewać łez -słychać
Fałszywy śmiech w blasku dogasających świec
Pęka czysta grzech do sumienia dopisany
rdza żelazo trawi wylane łzy drążą rany
Przy rozdaniu los fałszywie mruga okiem
życiowy poker dym jakby wołał game over
Proszę jeszcze jedna szansa modły do obrazka
aby wygrać pojedynek nie wystarczy garda
Zaciśnięta pięść uderzam teraz nie w puchara
na krawędzi jazda jak travis Pastrana
Kto ryzykuje żyje krótko dziś za błędy zalej
Kto nie ryzykuje nic ten nie żyje wcale.